poniedziałek, 4 lutego 2019

W pełnym słońcu

Dzień dobry, pani sołtysowo! Jak się sprawy mają? 

Zapytałem kobietę po pięćdziesiątce, którą napotkałem obchodząc dom sołtysa dookoła w celu odnalezienia kogoś, gdyż drzwi frontowe były zamknięte a na pukanie nikt nie odpowiadał. Siedziała ona na odwróconym wiadrze, miała chustkę na głowie i nad miednicą z gorącą wodą trzymała bezgłowego koguta, oskubując go dokładnie z piór. 
(https://i1.imged.pl/miednica-stara-27259172.jpg)
Przez chwilę chciałem zapytać, czy to na weselny rosół, ale szybko ugryzłem się w język, domyśliwszy się, że skoro do wesela jeszcze tydzień, to na pewno ten kogut zostanie przyrządzony już jutro po porannej mszy.

Ach, szkoda gadać, panie doktorze...

...czasu do wesela coraz mniej a obowiązków nie ubywa, przygotowaniom nie widać końca. A właściwie to czego pan tutaj szuka? Aż się zdziwiłam, że tu pana widzę, bo coś ostatnio raczej się często na wsi nie pokazywał! 

Też sobie to uświadomiłem, więc postanowiłem w końcu przespacerować się i dowiedzieć się czegoś więcej o weselu pani córki. 

To idź pan tu, tymi drzwiami - przerwała sołtysowa, wskazując na wpół łysym martwym kogutem na tylne drzwi - ja teraz nie mam czasu, ale może dziewczyny będą bardziej skore do rozmowy. Ciągle siedzą u Aliny w pokoju kombinując coś z tą suknią!

O Jezusie! Dziewczyny, przykryjcie to szybko, bo jeszcze zobaczy! 

Krzyknęła jedna z kobiet na mój widok, na co inna odparła, że przecież nie jestem panem młodym, więc nic nie szkodzi. W końcu jednak wszystkie doszły do wniosku, że jestem mężczyzną, więc żeby lepiej nie zapeszać, zakryją suknię ślubną Aliny. Zanim zdążyłem otworzyć usta, jedna z nich powiedziała, żebym nie przeszkadzał, bo są bardzo zajęte i nie mają czasu na pogaduchy. Kolejna, natomiast stwierdziła, że właściwie to skoro nie mam nic do roboty, powinienem iść poszukać panny młodej, ponieważ potrzebują jej, żeby przymierzyć na niej suknię. Pomyślałem, że czemu nie, pomogę i zapytałem:

Ale gdzie ona może być w taki upał? Jest południe i słońce grzeje jak szalone!

Rano, kiedy pan zapewne jeszcze spał nieprzytomny, mówiła że idzie nazbierać trochę malin - odparła. Wtedy było rześko, więc pogoda była idealna na spacery po polach, ale teraz już dawno powinna była wrócić. Te krzewy malinowe rosną pod tym uschłym drzewem na polach, może blisko to nie jest, ale i tak już spodziewałyśmy się jej już od około godziny, doktorze. 

Dobrze, wiem gdzie to jest. Pójdę jej poszukać. Do zobaczenia!

(https://st2.depositphotos.com/4541049/11869/i/950/depositphotos_118696112-stock-photo-early-morning-on-rye-field.jpg)
Po krótkim spacerze doszedłem na skraj ostatniego gospodarstwa. Prawdą jest, że raczej tędy nie chadzam i nie wiem, czy jest jakaś wygodna droga prowadząca do tego drzewa. Postanowiłem więc pójść w linii prostej i przeskoczywszy przez rów, po chwili stałem już na granicy ogromnego pola złocistego żyta. Upał już mi doskwierał, a jeszcze miałem przed sobą dość długi spacer przez dojrzewające zboże. Jedyną ulgę przynosił powiewający od czasu do czasu lekki, delikatny wietrzyk, który poruszał kłosami żyta w taki sposób, że mieniły się one kolorem złotym i srebrzystym, co sprawiało, że rozciągające się przede mną łany sprawiały wrażenie bycia wielkim jeziorem o niezwykłym kolorze. Na błękitnym niebie nie było ani jednej chmurki. Słońce grzało niesamowicie.
Wyruszyłem.      

 


     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz